~
 
IndeksIndeks  PublicationsPublications  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sunshine 60

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Liczba postów : 301
Join date : 01/10/2015
PisanieTemat: Sunshine 60   Pon Gru 28, 2015 4:31 pm

Sunshine 60 jest drapaczem chmur znajdującym się w Sunshine City. Jest to główny punkt orientacyjny w tej okolicy. Charakteryzuje go głównie wielkość - jest to wieża o wysokości dwustu czterdziestu metrów. Na jej ostatnim piętrze znajduje się punkt widokowy, z którego wzrokiem można ogarnąć całe Ikebukuro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://durarara.forumpolish.com
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Sob Lut 13, 2016 11:07 pm

Znowu był sam w te całe walentynki - który to już rok z kolei? Piąty, może szósty, kto by to liczył, no, ale to w sumie nie jest aż takie ważne. Chociaż z drugiej strony byłoby miło dostać od jakiejś ładnej pani symboliczną czekoladkę; obojętne było mu, czy zrobioną ręcznie, czy kupioną w jednym z naprawdę wielu stoisk i sklepów, które w okolicach czternastego lutego były wypełnione aż po brzegi słodkościami i zestawami do robienia ich samemu. Wiadomo, że gdyby było to coś wykonanego własnoręcznie, Hideyoshi nawet by się trochę zmieszał, może zawstydził, ale z pewnością by przyjął. A potem miej staruszku zagwozdkę, co odkupić koleżance z pracy, kiedy minie już miesiąc od walentynek i nadejdzie Biały Dzień. 
Nie był dobry w prezentach. 
Nie był dobry w ludziach. 
Muszę wspominać jeszcze, w jak wielu dyscyplinach dotyczących zwykłych czynności zwykłych ludzi pan policjant Kenta był beznadziejny? Nie? No to świetnie, po prostu należy wiedzieć, że był w tym kiepski. Mówiąc bardzo, ale to bardzo dyplomatycznie. On po prostu nie lubił się w to bawić, wolał się zaharowywać, jak to stereotypowy Japończyk. Przynajmniej w jednej rzeczy mógł czuć się w miarę normalnie. Nie pracował co prawda w żadnym paskudnym biurowcu, bo tam by nie wysiedział, ale fakt faktem - pracoholikiem był. 
Co się ostatnio działo z tym miastem?
Znowu, cholera, znowu szalał ten cały Nożownik, bądź jego naśladowca. No, ale mniejsza o to, kto był wykonawcą tych wszystkich ataków - wszak to tylko nazewnictwo, a liczyły się raczej działania tej osoby, bądź osób. Nie był w stanie uwierzyć, by robił to jeden człowiek. Ataki były częste, zdarzały się nawet w różnych punktach Ikebukuro w tym samym czasie, więc nie trzeba było być geniuszem czy Sherlockiem Holmesem, by domyślać się, że na pewno nie stoi za tym jedna osoba. 
Rozejrzał się po tym paskudnym miejscu. 
Za głośno. 
A przecież był dopiero na którymś z pierwszych pięter drapacza chmur. Nie miał zamiaru wspinać się na sam szczyt, windą jechać mu się nie uśmiechało, bo ich nie lubił, więc po prostu połazi sobie po dolnych segmentach Sunshine'a i porozgląda się. A właściwie, to po co tu przyszedł? Zaskakująco szybko po rozpoczęciu się serii ataków Nożownika zaginęło kilka osób. I jeszcze sprawa tego całego Tengu nie dawała mu spokoju. Z jednej strony mogła to być po prostu przygłupia banda pokroju Toramaru, ale z drugiej... To naprawdę mogło być coś niepokojącego i właśnie z tego powodu zainteresował się sprawą Hideyoshi. Właśnie tym spowodowane było jego przyjście tutaj - ludzie to gaduły, więc liczył na usłyszenie czegoś pożytecznego odnośnie którejś ze spraw. 
Nie chciał powrotu chaosu do Ikebukuro. Minęło zaledwie kilka lat odkąd zaginął Izaya Orihara, który poprzednio był głównym inicjatorem wszelkich dziwacznych zajść. Jeśli w Ikebukuro działo się coś złego, prawie na pewno stał za tym ten parszywy informator. Z jednej strony był całkiem pożyteczny, bo dużo wiedział, ale z drugiej był ekstremalnie niebezpieczny. Właśnie z tej samej przyczyny, która warunkowała użyteczność Orihary. 
Westchnął. 
Chcę zapalić. 
Poszedł do jednej z licznych kawiarni w tym kolosie i zamówił najzwyklejszą na świecie kawę na wynos. Nie lubił przesiadywać w takich miejscach, zwłaszcza w okresie walentynek, kiedy było tam pełno śliniących się do siebie dzieciaków. Ohyda. Nie uważał się za zboczeńca, którego ekscytowało oglądanie młodych Japończyków w sytuacjach, które powinni zachowywać dla siebie. Gdyby był kimś takim, zapewne wciąż byłby dziewiczy jak ta nieosrana łąka ze szmaragdową trawką i w ogóle wszystkim uroczym. Zamiast tego wyszedł z kawiarni, obejmując kubek z napojem bogów dłońmi. Sama świadomość tego, że na zewnątrz było zimno, przyprawiała go o zniechęcenie do świata i właśnie dlatego przysiadł na jednej z ławek, czekając na jakiekolwiek potencjalne źródło informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 107
Join date : 13/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Lut 14, 2016 1:16 am

Nakahara gnał przed siebie, w czym przeszkadzały mu nieco masy ludzi zgromadzonych w Sunshine. A miało być tak pięknie, zaczęło się tak dobrze! Walentynki! Nareszcie nadszedł jeden z ulubionych dni Yoshiteru. Świat dzielił się na kilka grup, gdzie jedna składająca się głównie z zaślepionych zauroczeniem par wielbiła święto miłości, kolejna nienawidziła go jako tandetnego i ukazywała ową niechęć na każdym kroku, a trzecia miała to wszystko w głębokiej dupie i patrzyła z politowaniem na przesadną egzaltację dwóch pierwszych grup. Nakahara nie identyfikował się właściwie z żadną z nich, a raczej utożsamiał się z każdą po trochu, jeśli ktoś widział tę drobną różnicę. Ale co się dziwić... Czy były lepsze obiekty do żartów niż zakochani? Albo lepsze okoliczności niż te, gdy nagle te wszystkie poukrywane w tłumie pary masowo wypływały na powierzchnię, by mieć swoje pięć minut? A głupi liścik na kawałku papieru nabazgrany na szybko i podrzucony koło telefonu jednej połówki wywoływały taki piękny szał ukochanej bądź ukochanego! Jedyną lepszą porą na tego typu zabawy był pierwszy kwietnia - wtedy wszystko uchodziło na sucho, bo przecież to jeden dzień, kiedy nie można się gniewać za kawały, więc nawet jak go nakryto i złapano, obywało się bez konsekwencji. Chociaż z drugiej strony w Walentynki nikt się podobnych akcji nie spodziewał, dochodził więc element zaskoczenia.
Ktoś by pomyślał, że Sunshine  60 nie było najlepszym miejscem na takie rozrywki. Pierwszy oczywisty wybór stanowiły romantyczne kawiarenki, które specjalnie przyozdabiano miliardem serduszek i różowych serpentyn. Ale przecież i tu podobnych nie brakowało. Poza tym... kto nie chciałby zabrać partnerki na oglądanie panoramy miasta, która nagle z powodu daty miało stać się piękniejsze? A tam wystarczyło szturchnąć telefon lub podarunek i już leciał na spotkanie ziemi, ku rozpaczy posiadacza. Sceny powstałe po czymś takim poprawiały humor na długo po Walentynkach, zwłaszcza gdy się je nagrało.
Przed skierowaniem się do zatłoczonych wind postanowił jeszcze rozejrzeć się dookoła i poszukać jakiejś zupełnie ślepej na otoczenie pary, aż w końcu dostrzegł jakichś odpowiednich baranów. Zostawało tylko włożyć liścik miłosny do kieszeni gościa, w której trzymał telefon, by gdy będzie po niego sięgał, chwycił też papierek, i... i skończyło się tym, że posądzono go o kradzież. Jego o kradzież! Nie miał specjalnej ochoty się tłumaczyć, więc gnał teraz i szukał czegokolwiek, co mogłoby mu pomóc - wciąż goniony przez niedoszłą ofiarę, której widocznie nie znudził się ów pościg. A pomyślałby kto, że powinien być bardziej zajęty swą kobietą!
W akcie rozpaczy skoczył za pobliską ławkę, którą zajmował jakiś starszy facet, i schował się za nią, jakby miało go to uratować. Starając się na tak niewinnego i przestraszonego, jak tylko się da, rzucił gorączkowo do nieznajomego:
- Mnie tu nie ma! Te szajbusy chcą mnie pobić, zabić i oddać ciało do mięsnego... Pomocy!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Lut 14, 2016 7:09 pm

Zakochani go nie obchodzili, najprościej w świecie mówiąc. Niech się do siebie kleją i ślinią, byleby z dala od niego. I to bardzo, bardzo z dala, żeby ich nie widział, nie słyszał i nie czuł, bo dostanie na ich bzdurne wyolbrzymianie uczuć alergii, przynajmniej w najlepszym wypadku. Najchętniej wziąłby jakiś środek na owady i zaczął nim psikać, żeby ta "miłość" bardziej irytująca, niż cokolwiek innego w tym okresie zaczęła padać jak cholerne komary. W sumie miotacz płomieni również nie brzmiał źle w tym przypadku, jeśli miał być szczery. Ludzie łazili wokoło, kłębili się i kręcili, a część pseudoromantycznie szczebiotała do siebie przy tym. 
Za jakie grzechy, no za jakie... 
No, ale wracając do tego, co powinien robić, czyli obserwowania otoczenia - włączając w to niestety zaabsorbowane wysysaniem swoich języków z twarzy dzieciaki - Hideyoshi był znudzony tym, ale musiał być czujny i mieć oko na wszystko, co się tu właściwie działo. Jego uwagę za to przykuł na chwilę jakiś dzieciak, skradający się do jednej z wielu zakochanych parek. Zaraz, co on robił? Sięgał do kieszeni, gdzie mężczyzna, który miał najwidoczniej paść jego ofiarą, trzymał telefon. Kradzież? Nie, jednak nie, ale za to włożył mu tam coś... Ale Hide wnikać w to nie będzie, bo widział, że to jakiś głupi żart, albo coś w tym stylu. Westchnął, skupiając się na kawie i wyglądaniu przez oszkloną ścianę Sześćdziesiątki, za którą roztaczał się widok na całe Ikebukuro. 
Na zewnątrz było paskudnie, ale jemu to odpowiadało. Szare niebo i co jakiś czas sączące się z chmur krople deszczu były idealne do siedzenia gdzieś, gdzie jest przynajmniej względnie ciepło i do obserwowania nieszczęsnych gałganów, które tułały się po chłodzie bądź siedziały w ścisku komunikacji miejskiej. Prychnął cicho pod nosem i kontynuował picie kawy, kiedy nagle coś obok niego mignęło, śmignęło, świsnęło i skryło się za ławką, na której siedział. Mężczyzna aż podskoczył i o mały włos oblałby się kawą, ale bardzo fortunnie jej poziom w papierowym kubeczku był niższy, niż połowa. 
- Ale że co? - Spytał, aż trzęsąc się ze złości. Jak on śmiał naskakiwać na dzielnego stróża prawa w jakiejkolwiek sytuacji?! Normalnie chyba by gnojka spalił na stosie, albo w ogóle to by mu wioskę w komplecie z trzema okolicznymi z dymem puścił, ale w końcu był na służbie, więc powinien przynajmniej spróbować się w tej sytuacji uspokoić. 
Wdech, wydech, spokojne, niebieskie morze... 
Jego twarz prawie że przybrała czerwonej barwy, jednak długo stosowane przez niego metody uspokajania się pozwoliły mu na przywrócenie sobie spokoju. Głęboko westchnął, uznając w duchu, że serio w tej chwili powinien zapalić, chociaż niestety nie można było tego robić w takich miejscach. Nie do końca dotarły do niego słowa dzieciaka i chyba nie chciał, by docierały. W każdym razie, zorientował się, że to ten sam gnojek, którego wcześniej widział podkradającego się do mężczyzny, który... No, który właściwie teraz szedł w ich kierunku, rozglądając się za dzieciakiem. 
- ... Okej, nie ma cię tu. - Odpowiedział sceptycznie, po czym zaraz przesunął się tak, by zasłonić młodzika. Dlaczego to zrobił? Widział, że dzieciak w sumie nie zrobił nic złego, więc nie miał powodu, żeby na niego kablować. Nie taki diabeł straszny, jak go piszą, co nie? W każdym razie, Hideyoshi jako dość postawny mężczyzna okazał się dość dobrą zasłoną dla tego małego chłopaczka, który wyglądał co najwyżej na trzynastolatka, bowiem rozsierdzona para, która go najwidoczniej poszukiwała, po prostu przeszła obok, dalej się za nim rozglądając. Hide po prostu spokojnie i zupełnie bez stresu sączył stygnącą powoli kawę, która w tej sytuacji zastępowała mu papierosa. Kiedy tamta dwójka już zniknęła, udając się na inne piętro, Kenta wstał z ławki, wyrzucił kubeczek po kawie i chwycił dzieciaka za kołnierz, po czym pociągnął go do góry, by również stanął na równych nogach. Puścił go, przyglądając mu się z góry badawczym spojrzeniem. 
- No, skoro cię tu nie było, kiedy przechodzili, to teraz możesz tu już być. - Rzucił spojrzenie w kierunku, w którym zakochani odeszli i znowu skierował je na dzieciaka, unosząc przy tym sceptycznie brew. - Przed rodzicami uciekasz? Potem szlaban dostaniesz. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 107
Join date : 13/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Lut 14, 2016 11:46 pm

Z początku Nakahara uważał schowanie się za wielkim gostkiem za najlepszy pomysł, na jaki wpadł, przynajmniej odkąd postanowił wrzucić belfrowi do kawy ptasznika. To jest dopóki nie zauważył tego grymasu wściekłości na niego twarzy i ogólnie pojętego wkurwu tak wielkiego, że aż się trząsł. Tak... spod deszczu na rynnę czy jak to tam się mówi. Już szykował się do skoku, by nie dać się złapać w zabójczy uścisk obcego gościa, któremu właściwie niczym jeszcze nie podpadł, ale ten jakby się rozmyślił i jednak ukrył chłopaka. Yoshi zamarł na chwilę, ale nie miał zamiaru narzekać i tylko patrzył, jak zdenerwowana para przechodzi obok, nawet nie podejrzewając, że ich romantyczne popołudnie wzięło w łeb, bo pół dnia będą w zdenerwowaniu szukać kogoś, komu nawet dobrze się nie zdążyli przyjrzeć, i kto akurat obserwował, jak się oddalają. Cóż, poszło inaczej, niż planował, ale cel osiągnięty!
Gdy tamta para oszołomów zniknęła na horyzoncie, facet wstał, a sam uczeń odetchnął z ulgą, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. W sumie oczywiste... jemu miałoby się nie udać? Jemu? Powoli zbierał się, by wstać, a obcy wyciągnął rękę, chcąc mu pomóc. Nim jednak chłopak zdążył ją przyjąć, okazało się, że owa pomoc przybrała nieco niecodzienną formę, bo mężczyzna chwycił go za fraki, gwałtownie i niezbyt delikatnie stawiając go do pionu. Nakahara struchlał, zupełnie nie spodziewając się czegoś podobnego po ratunku. Czyli scenariusz z rynną był nadal aktualny.
Gdy gość go puścił, szybko cofnął się o krok, by wyjść z zasięgu jego ramion. Ostrożności w końcu nigdy dość. Miał ochotę dać drapaka, ale coś czuł, że daleko by nie zaszedł, a podobne posunięcie jedynie jeszcze bardziej zdenerwowałoby ów chodzący wulkan gotów w każdej chwili wybuchnąć.
- No w teorii mogę być... - odparł niepewnie. - I ten, hmm... dzięki! Cztery litery mi uratowałeś.
Nie był specjalnie dobry w dziękowaniu, ale chyba należało. A nuż pomoże to faceta ugłaskać i jakoś go uspokoić. Ów cel jednak szybko znikł gdzieś, gdy usłyszał dalsze słowa człowieka-wkurwa.
- Oi, czy ja wyglądam na tak małego, by być dzieckiem tamtej dwójki? - spytał zdenerwowany. - To tylko... takie tam nieporozumienie. A szlaban to mam chyba już permanentny, więc co mi tam! Powinienem nawet znaleźć restaurację, gdzie staruszkowie się do siebie mizdrzą i... - zamilkł, dumając, jaki kawał byłby najlepszy. Parom śmiesznie sugerowało się, że jedna połówka zdradza drugą, ale w małżeństwie mogło to się skończyć rozwodem, a z tym jednak był pewien kłopot. Musiał wymyślić coś innego... - A gdzie twoja ukochana? Nosek pudruje? - spytał niewinnie, zastanawiając się, czy może liczyć na jakąś taryfę ulgową ze strony pięknej, gdy się takowa zjawi. W sumie nie był nawet pewien, czy nie mógłby już po prostu iść? Czy może facet czegoś od niego oczekiwał w zamian za pomoc?

Wyczuwam w tym trzynastolatku zemstę za nazwanie Kasaia małolatem xD

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pon Lut 15, 2016 10:03 pm

Nie wiedział, czy aby na pewno chciał wiedzieć, co się tu właściwie stało. No, wyglądało na to, że dzieciak nikogo nie okradł, ani nic takiego, więc teoretycznie nie miał do czego się przyczepić w następującej sytuacji. Widział natomiast, że gnojek mimo wszystko wyglądał na takiego, który trochę, mimo wszystko, był zestresowany i przestraszony tym, co się działo. I słusznie, niech się boi, niech respektuje starszych od siebie ludzi, w tym na przykład niech szanuje Hideyoshiego, który prawie, ale to prawie ucierpiał od zetknięcia się nie tak dawno jeszcze gorącej kawy z jego koszulą. Prawie wcale wielkiej różnicy znowu nie robi, więc nie ma co się nawet o co sprzeczać. Hide i tak wie najlepiej. 
- Czy uratowałem to już kwestia sporna, dzieciaku. - Westchnął, po raz kolejny w duchu uznając, że powinien zapalić. W zasadzie, to czemu nie miałby bardziej podenerwować tego młodzika? Zasłużył sobie, bo w końcu musiał bardzo dokuczyć tej wkurzonej parze. Nie wspominając też o tym, że Hideyoshiego również zezłościł swoim zachowaniem. 
- Ja, ech... Nie mam ukochanej. Ale to niekoniecznie twoja sprawa i nie mam zamiaru zwierzać ci się z mojego życia uczuciowego. Za młody jesteś, żeby myśleć o takich sprawach. W twoim wieku normalni ludzie są na etapie "dziewczyny są głupie". - Mruknął, grzebiąc w kieszeni, gdzie była zapalniczka. Kurna, znowu odbiegał myślami do tego niszczącego nałogu. 
- Wyglądasz na tak małego, by być czyimkolwiek dzieckiem i na tyle dużego przez te kolorowe kudły, żeby pójść za kratki za niewłaściwe i głupie zachowanie zagrażające niewinnym obywatelom tego miasta. - Powiedział poważnym głosem, ponownie przybierając swojego zwyczajowego bitchface'a i przyglądając się dzieciakowi miażdżącym spojrzeniem z góry. 
- Tak się składa, że jestem stróżem prawa Ikebukuro. A ciebie, jako kogoś, kto złamał prawo, powinienem przymknąć, aż odbiorą cię twoi rodzice. - Kontynuował z lekko pobrzmiewającą w głosie groźbą, czekając na reakcję młodzika. Chwycił go za ramię i zaczął prowadzić w kierunku wyjścia z wielkiego gmachu Sześćdziesiątki. 
Zjedz albo zostaniesz zjedzony, trolluj albo zostaniesz strollowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 107
Join date : 13/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Wto Lut 16, 2016 9:40 pm

Na słowa faceta o ratunku Yoshiteru nieco się zaniepokoił. Wciąż miał w głowie porównanie z rynną i niezbyt podobał mu się ten scenariusz. Zwłaszcza że obcy wyglądał, jakby mógł mu jednym ruchem skręcić kark albo bez wysiłku wybić zęby. Ale nadal pozostawały w nim resztki nadziei, że groźny wygląd jest mylący i znalazł jakąś dobrą duszę, która byłaby mu przychylna.
- Ej! - krzyknął gniewnie. - Weź mnie tu nie bierz za dziesięciolatka, jak w liceum jestem, dziadku! Już kilka lat więcej przeżyli i myślą, że najmądrzejsi na świecie, no ja pieprzę! A dziewczyny są głupie! Chłopacy zresztą też. Ludzie w ogóle! Nie... - zamilkł, nie chcąc żegnać się z siekaczami. Nagle przyszło mu do głowy, że stary singiel patrzący w Walentynki na czułe i zakochane pary może mieć nieco gorszy nastrój i ochotę odreagowania na przypadkowych przechodniach, którzy jedynie krzywo by na niego spojrzeli, o pyskowaniu nawet nie mówiąc.
Za to gdy ten chwycił go za ramię, był zbyt zaskoczony, by nawet zareagować. Nie wierzył w swojego pecha... Zawsze, ZAWSZE miał szczęście i nawet gdy istniało ryzyko kłopotów, zapewniały mu jedynie nieco adrenaliny, a nie rzeczywiste problemy. A teraz, akurat w dzień zakochanych, musiał trafić na chędożoną glinę! Widać ten był zbyt niecierpliwy, by wybyć z domu czy komisariatu na Dzień Singla... no dwudziestu czterech godziny już poczekać nie można? Nie... to na pewno był jakiś żart! Jemu zawsze wszystko uchodziło na sucho!
- Ej, ej, ej! A dowód masz, hę? Jakieś papiery, odznaka? - odparł, udając pewność siebie. Miał w tym sporą praktykę... przekonał się już, że jeśli samemu wyglądało się pewnie, to cała reszta stawała się niespokojna. - Jak dla mnie równie dobrze możesz okazać się porywaczem, który samotny w Walentynki gustuje w małych chłopcach... Poza tym! Z tego co wiem, denerwowanie ludzi swoją egzystencją karalne nie jest! Co pan na to, panie glina? - spytał z triumfem w głosie, starając się wyrwać rękę; z marnym efektem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Sro Lut 17, 2016 10:54 pm

- Sam jesteś dziadek. - Warknął najbardziej dorosłą rzecz, jaką w ogóle mógł wymyślić w tej chwili. Wkurzało go, że dzieciak był taki hałaśliwy i robił raban z byle czego, szczególnie, że jeśli już ktoś robił tu coś złego, to był to właśnie on. Niepokoił niewinnych obywateli, w dodatku przy dzielnym stróżu prawa, jakim w końcu był Hideyoshi. 
- I przestań mi tu głosić aseksualne herezje, zanim zrobię ci krzywdę, ty kaleko fandomowa. - Mruknął na jego ocenienie obu płci jako "głupich". Jaka ta dzieciarnia była irytująca w obecnych czasach! Wszystkich ich najlepiej do jakichś kapsuł zamknąć, aż do czasu, kiedy dorosną, chociaż... W niektórych wypadkach to chyba nigdy nie przynosi skutku, ale to już trochę inna kwestia. Może dla tego małego niebieskiego trolla był jeszcze ratunek? I to wcale nie tak, że Hideyoshi był zgorzkniałym, wrednym dziadem, który wyżywał się na małolatach, bo nikt go nie chciał! Ba, w ogóle na nikim się nie wyżywał z tego powodu i bynajmniej nie po to przylazł do Sześćdziesiątki. No i cóż, nie zdziwiło go też, że młodzik zaczynał się opierać i w ogóle, bo faktycznie powinien się wylegitymować i tak dalej. 
- ... A. Mam, tak. - Nie puszczając rzekomego licealisty, Kenta wydobył stosowny świstek papieru, który świadczył o wykonywanej przez niego roli w społeczeństwie. Pokazał mu dokument ze wszystkich stron, żeby na pewno wiedział, że to prawdziwe... Jakby taki młodzik w ogóle wiedział, jak rozróżnić prawdziwy dokument od fałszywego, jeszcze czego. Chociaż w Ikebukuro wszystko było możliwe... 
- Pan glina powie na to, że jest prawdziwym panem gliną. - Z tymi słowy wyprowadził go przed budynek; och, jakże kusiło go zapalenie w tej chwili! 
- Wiesz, że wszystkie dowody wskazują na to, że starałeś się okraść tego mężczyznę? - Powiedział, chociaż właściwie widział tylko, jak dzieciak się zakradał i czysto teoretycznie nawet nie miał się do czego przyczepić w tej chwili. Teoretycznie.  - Na monitoringu to może nie wyglądać tak kolorowo, a wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie. Myślisz, że twoi rodzice będą zachwyceni, kiedy będą cię musieli odbierać z komisariatu? Pomyślałeś o nich? Będą z ciebie dumni, co? Przemyśl to sobie dokładnie, kiedy będziemy jechać na komendę. I poza tym, doliczam ci do grzechów jeszcze obrażenie stróża prawa! Dwa razy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 107
Join date : 13/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Czw Lut 18, 2016 12:35 am

- Zdecyduj się, czy dziadek, czy dzieciak - zirytował się. Noż niech gość się zdecyduje, czy chce go obrażać w jedną, czy w drugą stronę. Bo tak to się obrazy wyrównywały i nawet nie wiedział człowiek, za co się gniewać.
- Poza tym nie jestem kaleką, a naruszanie godności jest zabronione, panie glino. I nie mówię herezji! Po prostu podejrzane z ciebie indywiduum, wiesz? Powinienem zacząć uciekać, tak uczyli mnie rodzice. Nie idź nigdzie z nieznajomymi.
To, czy do takich poleceń rodzicieli się stosował, wolał przemilczeć. Znajdował się już w najróżniejszych sytuacjach. Czasem cel uświęcał środki i takie tam... Ale nie miał ochoty wylądować w bagażniku jakiegoś dziwnego typa.
Nieco zaskoczony obejrzał podetkniętą mu pod nos odznakę. Na filmach zwykle gliny od razu je chowały, nie pozwalając się im przyjrzeć, ale widać obcy nie był wielkim fanem kina i trzymał ją tak, że Yoshi mógł spokojnie odcyfrować dane człowieka, przez którego miał przesrane: Kenta Hideyoshi. O ile dane były prawdziwe. O ile odznaka nie była falsyfikatem. Nakahara niespecjalnie miał możliwość to ocenić, ale uznał, że jeśli jakiemuś porywaczowi chciało się nawet bawić w wyrabianie lewych papierów łącznie z odznaką gliny, to cóż... Taki wysiłek zasługiwał na uznanie. Była to nawet pewna forma trollingu! Nie mógł nie docenić.
- Oooo... serio nie zmyślasz - odparł z nieukrywanym, nawet nieco zbyt wyeksponowanym zaskoczeniem. - Jestem w lekkim szoku... czyli nie czekają mnie straszne rzeczy w jakimś lesie na uboczu? Dobrze wiedzieć, bo Walentynki wolałbym jednak spędzić nieco inaczej...
Miał nadzieję, że zabrzmiało to, jakby już był umówiony ze swą dziewczyną - nie istniejącą co prawda, ale kto musiał o tym wiedzieć? A nie mógł powstrzymać się od złośliwości wobec tego singla. Żarty robił głównie parom, bo one w ten dzień wylegały na ulice, ale jeśli trafił na kogoś bez drugiej połówki, kawały nabierały zupełnie innego charakteru. Nawet  jeśli ktoś zgrywał samotnika, i tak czuł gorycz na widok owych szczęśliwych zakochanych.
- Nie chciałem go okraść, tylko... coś podarować! - sprostował dumnie. - Zostałem źle zrozumiany. Bezduszność! W ogóle do którego komisariatu mnie zabierasz? W jednym już byłem... Znaczy też przez pomyłkę! - dodał szybko. - Może nie będą krzyczeć, jeśli... ej, zajdźmy po drodze do sklepu, kupię im czekoladki, to szybko gniew im minie. Nie chcesz chyba szczęśliwemu małżeństwu psuć nastrój w ten wyjątkowy dzień, co, Kenta-san? A obrazy się nie liczą, nie moja wina, żeś pan nadwrażliwy. Poza tym są odwzajemnione, więc się niwelują! Proste - zakończył, dumny ze swojego rozumowania. Nawet nie próbował się już wyrywać... widział bezcelowość takiego działania. Hideyoshi miał ręce jak ze stali, a Yoshi wolał nie wystawiać jego cierpliwości na próbę.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Yoshiteru Nakahara dnia Nie Lut 21, 2016 12:59 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Lut 21, 2016 12:48 am

Ignorował potencjalne pyskówki w postaci wypominania mu niezdecydowania, albo czegoś podobnego. Gdyby czepiał się każdej rzeczy, która nawet minimalnie go irytowała, już dawno wylądowałby w wariatkowie. A teraz przynajmniej w niewielkim stopniu mógł się cieszyć potencjalną wolnością. Na moment puścił ramię dzieciaka i pacnął go w miarę delikatnie w tył głowy. 
- W tej chwili właśnie mnie obrażasz swoimi bzdurami, karzełku, no i doceń to, że przynajmniej rodzice czegokolwiek cię nauczyli. Bo patrząc na to, co tutaj uskuteczniasz, trudno wyciągnąć wnioski inne, niż taki, że jesteś niesubordynowanym, niewychowanym dzieciakiem, który nie słucha się nikogo i myśli, że wie wszystko najlepiej, kiedy nie wie nic. - Powiedział marudnym głosem, w dodatku dość powoli i od niechcenia. Mimo wszystko, jak to zwykle Hideyoshi, brzmiał w tej chwili niesamowicie poważnie. Bo kto by był w stanie wyobrazić sobie żartującego Kentę? 
- Jesteś trochę poza moimi standardami. Bez większej urazy, maluchu. Wolę nie łamać czegoś, czego w domyśle jednak bronię, wiesz? A molestowanie młodzieży gimnazjalnej raczej jest wbrew prawu. - Mruknął, znowu chwytając go za ramię i kontynuując wycieczkę na zewnątrz. Troll Hideyoshi uderza ponownie. Na dworze zatrzymał się oczywiście z dzieciakiem obok siebie, rozejrzał się i odciągnął go nieco na bok budynku. W końcu nikt nie powinien widzieć tego, co miał zamiar zaraz zrobić. Ludzie raczej nie byliby tym zbytnio zachwyceni, chociaż w Ikebukuro i takie rzeczy się działy praktycznie bez przerwy. 
- Przez pomyłkę to ty chyba na świecie jesteś. - Burknął ponownie miażdżąc młodzika wzrokiem. Wolną dłonią pomasował skroń, fakt faktem złościło go trochę to bezsensowne paplanie dzieciaka, który myślał, że gada z sensem. Wciąż trzymał go za ramię, w dodatku niebieski troll był zmuszony do stania tuż przy ścianie budynku, oczywiście Hideyoshi zaś odcinał mu potencjalną drogę ucieczki swoją osobą. Zaczął grzebać po kieszeniach i mamrotał coś pod nosem, jednak wszystko robił w sposób taki, by niekoniecznie było widoczne dla dzieciaka. Tak, chciał go trochę nastraszyć poprzez grzebanie między innymi w kieszeniach spodni. 
- O, mam cię... Chodź do mnie. - Powiedział z niejaką dumą, obracając się do nowego kolegi z dziwnym wyrazem twarzy; bo jak inaczej określić próbę zachowania grobowej miny z wypełzającym na usta krzywym uśmieszkiem? 
...
Ach, no tak. 
Rapeface. 
Przyglądał się nieznajomemu z tą miną, kiedy ze spodni wyciągnął... Paczkę papierosów, zaś z kieszeni płaszcza - zapalniczkę. Tak, wyciągnął młodego z Sześćdziesiątki tylko dlatego, że potrzebował pretekstu do wyjścia z tego kolosa, by zapalić. Zaraz to też zrobił i zaciągnął się codzienną trucizną, by zaraz wypuścić dym ustami tak, by za dużo nie poleciało na dzieciaka. 
- Nie mam ochoty cię przymykać. Widziałem, co robiłeś i wiem, że nie kradłeś. Chciałem zobaczyć, jaką zrobisz minę, jeśli wyniki twojej zabawy w dociekanie, czy jestem zboczeńcem, okażą się owocne i odpowiedź na pytanie, jakie sobie postawiłeś wobec mnie zabrzmi "tak". - Pozwolił sobie na uśmiech, którego już nie chciało mu się powstrzymywać. 
- Powiedz mi jeszcze, jak się nazywasz. Jak coś przeskrobiesz "przypadkiem", będę wiedział, kogo wyciągać z kłopotów. - Mruknął, zaraz zaś lekko poklepał dzieciaka po włosach w dzikim odcieniu niebieskiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 107
Join date : 13/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pon Lut 22, 2016 1:43 am

I tego właśnie najbardziej nie znosił dorosłych. Którzy patrzyli na kogoś, kto żył nieco od nich krócej, i już sądzili, że w ogóle nie umie myśleć i oceniać sytuacji. Których jakiekolwiek poczucie humoru zostało zabite powagą, jakiej społeczeństwo od nich oczekiwało. Dawali się ponieść temu prądowi i jakikolwiek indywidualizm uważali za naganne naruszenie form. Cholerni sztywniacy.
- Niech ci żyłka nie pęknie, staruszku - warknął mocno już poirytowany. - Bo zawału nam tu Pan Posłuszny dostanie, padnie na ziemię, a taki dzieciak przecież wie tak mało, że załamie tylko ręce i pójdzie dalej.
Może i był nieco zbyt zgryźliwy wobec człowieka, który miał go w garści, prowadził na komisariat i generalnie mógł mu bardzo uprzykrzyć życie. Ale w tej chwili niespecjalnie o tym myślał i tylko patrzył spode łba na Kentę.
- O, naprawdę, nie można molestować? Dobrze wiedzieć - parsknął.
Gdzie się podział jego dobry humor? Czemu ów błysk w oku zmienił się na posępny wyraz twarzy, który jeszcze bardziej upodabniał go do trzeciorzędnego kryminalisty? Cóż, nie lubił być traktowany jak idiota. Zdecydowanie tego nie lubił. Zwłaszcza przez typka, który był od niego niemal dwa razy większy.
Powziąwszy silne postanowienie, że będzie ignorował wszystkie następne gadki gliny, bez słowa podążył za nim na zewnątrz i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu radiowozu. Chociaż gość mógł być niesłużbowo, w końcu nie miał na sobie munduru. Ten jednak zamiast na parking, zaprowadził go pod boczną ścianę wieżowca i zablokował jakąkolwiek drogę dyskretnego odwrotu - nie żeby była możliwa z tym uwięzionym ramieniem. Cień niepokoju zaświtał mu gdzieś na skraju świadomości, ale rozbłysł na dobre dopiero, gdy ten zaczął grzebać w swoich spodniach.
- Ni chuja nie podejdę! - krzyknął zdenerwowany, głosem o ton wyższym niż normalnie. Żarty żartami, gadki gadkami, ale nie miał zamiaru paść dziś ofiarą bezpardonowego gwałtu! - Chyba cię coś w łeb trafiło, ty glino od siedmiu boleści! Nie dam z siebie zrobić obiektu ujścia twoich zboczeń!
Usiłował się szarpać, ale było to równie skuteczne, co wcześniej.
I nagle zamarł, widząc papierosy i zapalniczkę w dłoni Hideyoshiego. Stanął jak wryty, gapiąc się, jak ten odpala fajkę i zaciąga się dymem. Był tak skonsternowany, że nawet nie zareagował na zmierzwienie mu włosów, czyli czegoś, czego nienawidził najbardziej na świecie - no, może poza padaniem ofiarą gwałcicieli,.
- Ty... ty... - zaczął, nie mogąc skończyć zdania. A potem... rozpromienił się. Na ustach pojawił się szeroki uśmiech odsłaniający garnitur białych zębów. - Ty masz poczucie humoru! Hah! Powinienem chyba odwołać połowę złych myśli, jakie miałem na twój temat. Po prostu aż nie wierzę...
Nawet nie zauważył, kiedy został uwolniony i mógł spokojnie odejść, ale myśli o ucieczce wypadły mu już z głowy i jedynie z błyskiem w oku patrzył, jak mężczyzna się uśmiecha.
- Nakahara Yoshiteru - przedstawił się wesoło. - Ale może być samo Yoshi. I nie przegram! - rzucił bojowo. - Jestem mistrzem trollowania, zobaczysz, że kiedyś się zemszczę za to! - dodał, ale tak radośnie, że niespecjalnie zabrzmiało jak groźba. Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo przypominał dziecko, które w końcu znalazło kogoś, z kim mogłoby się bawić.

/ Tak. Jutro mam szkołę D: Stąd ta godzina

_________________


Ostatnio zmieniony przez Yoshiteru Nakahara dnia Wto Mar 22, 2016 9:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Wto Lut 23, 2016 5:08 pm

Mistrz pokerowej twarzy krzyżującej się z wiecznie wymalowanym na paszczy wkurwem starał się nie uśmiechać i nie wybuchać śmiechem bardziej, niż można by było się po nim w ogóle spodziewać. Hideyoshi zastawił na dzieciaka pułapkę, a on, jako przykładna ofiara - czy to losu, czy trolla - połknął haczyk bardzo szybko, ładnie i zgrabnie. Teraz pan dzielny policjant miał dwa wyjścia z sytuacji - albo trollować dalej, albo przejść do pracy, chociaż nawet nie był w umundurowaniu, ale... Nie oszukujmy się. Nie lubił chodzić w tym durnym, niebieskim ubranku; za bardzo kojarzyło mu się to z kreskówkami, z naciskiem na sierżant Jenny z ekranizacji Pokemon. Drogi czytelniku, teraz zamknij oczy i... Halo, jak to czytasz, to nie masz zamkniętych oczu! ... I, cóż, wyobraź sobie długie nogi w ładnych rajstopach i krótkiej, niebieskiej spódniczce. Masz to już? To teraz pomyśl, że te ładne nóżki przyczepione są do Hide. Nie musisz dziękować za traumę do końca życia - jako pomysłodawca doskonale znam ten ból. Przechodząc jednak dalej do historii i dylematów Hideyoshiego, mężczyzna pozwolił sobie na krzywy uśmieszek i nawet aż tak się przed nim już nie powstrzymywał. 
- Nabieraj, albo ktoś cię nabierze. Traktuj to jako wyzwanie... - Urwał, gdyż prawie po raz kolejny określił nastolatka "dzieciakiem". Jeden, jedyny raz w życiu mógł przecież być dla kogoś całkiem miły. 
- Traktuj to jako wyzwanie, Yoshi. - Wymawiając imię młodszego znowu zmierzwił mu włosy, co w mniemaniu Hideyoshiego było czymś w rodzaju pochwały, może trochę przeprosin i dość, no, na przykład ojcowskim gestem. Nie, żeby miał zamiar wychowywać tego dzieciaka - niektóre jednostki są niereformowalne i można to potraktować zarówno jako słowa odnoszące się do Hide, jak i do Yoshiego. 
- Tylko nikomu nie mów, że się uśmiecham, bo to zagrozi mojej reputacji. Rozumiesz? I dopiero wtedy coś ci zrobię złego, więc uważaj. - Mruknął, po czym zaciągnął się dymem i wypuścił go tak, żeby nie leciał na dzieciaka. Rozejrzał się po uliczce i westchnął. Chociaż teoretycznie w pracy nie był, to jednak tutaj przyszedł w konkretnym celu. Zwrócił się zaraz znowu do młodszego. 
- Skoro biegasz tak po mieście, a ja jestem policjantem... Uważaj na Nożownika. Słyszałeś coś o atakach? Poza... Telewizją i gazetami? - Spytał, ot, dla pewności. W końcu miał strzec prawa... I tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 107
Join date : 13/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Czw Lut 25, 2016 1:03 am

Yoshi musiał przyznać, że dawno nie miał równie dobrej niespodzianki. Można by pomyśleć, że fakt, iż ktoś z niego zakpił, mógł spowodować tylko jeszcze większy wkurw, ale to nie był typowy żart głupich patałachów. Raz, że nikt nie był jego świadkiem, a na pewno nikt znajomy, więc nie musiał martwić się jakimiś konsekwencjami. Poza tym Hideyoshi nie wyglądał na takiego, który byłby złośliwy... znaczy w tym negatywnym sensie. W tym, kiedy złośliwiec przez durne i prymitywne dowcipy stara dowartościować swoje ego małe niczym pewna część ciała, której wymieniać nie wypada. No i nie co dzień spotykało się ludzi, których nie opuściło jeszcze poczucie humoru. Zwłaszcza w tym sztywnym od manier kraju.
- Wyzwanie, mówisz... - odparł z błyskiem w oku. - Przyjmuję! Ha! Jeszcze nie wiesz, na co się porywasz!
Chociaż nie był specjalnie zły za całą sytuację, i tak nie miał zamiaru odpuszczać. Ba, odegranie się było teraz kwestią jego dumy jako największego trolla! Musiał tylko wymyślić coś, co pobiłoby wszystkich na łopatki. Coś, w co wpadnie dorosły facet... ale nie chciał też przynależeć do tej grupy, o której myślał wcześniej - głupich złośliwców.
Gdy Kenta ponownie potargał mu włosy, chłopak już zmarszczył brwi, czując włączającą się automatyczną reakcję "trzymaj łapy przy sobie" wykształconą przez lata, a szczególnie utrwaloną w gimnazjum, gdzie niski wzrost powodował najwięcej kpin słownych i innych wśród znajomych. Ale z drugiej strony wcale nie było to takie złe, jak sądził. W sumie ów gest w wykonaniu gliny wydawał mu się nawet... ciepły? Coś zupełnie różnego od szorowania dłonią po głowie, patrząc na chłopaka z góry z tym nieprzyjemnym wyrazem gęby. Nijak więc nie próbował powstrzymać nowego znajomego, a jedyną jego reakcją było ostentacyjne prychnięcie i poprawienie fryzury - choć efekt mógł być nieco zepsuty przez nieznikający z twarzy uśmiech.
- Nie martw się... moje usta są zamknięte - zapewnił i wykonał gest, jakby wargi były suwakiem, który zamyka. Przemilczał fakt, że nawet niespecjalnie miał komu się zwierzyć, bo nieszczególnie podobała mu się perspektywa powtarzania komuś, co tu się stało. - Ale dobrze wiedzieć... czyli tych, co mają za długi język, wsadzasz za kratki, czy może im coś wsadzasz? - spytał niewinnie, unosząc pytająco brwi.
Chociaż mężczyzna odwracał się przy zaciąganiu, do nozdrzy Yoshiego i tak dochodziła nikła woń tytoniu. Nie palił co prawda, ale zawsze podobał mu się ten zapach. Wiedział, że to nie zdrowe i w ogóle, ale nic nie mógł poradzić, że dym go uspokajał - zresztą nie tylko z papierosów. Jego matka zawsze mówiła, że jest jak pszczoła, które uspokaja się, napuszczając im do ula dymu.
- Kiedyś od tego umrzesz, wiesz? - powiedział bez większego przekonania. Następnie wyprostował się, słysząc zadane mu pytanie. - Uważać na jakiegoś dekla dźgającego wszystkich nożem... zapamiętam - odparł z kamienną twarzą. - I w sumie nie wiem... wiadomo, że wszędzie pełno plotek, mniej lub bardziej prawdopodobnych. - Wzruszył ramionami. - Człowieku, słyszałem już wszystko, nawet teorie, że Nożownik to nowa broń ze Stanów, która ma wprowadzić chaos, którą pozwolono tu testować, by nas uwzględnili podczas podbijania świata... Inni twierdzą, że to jakiś nowy gang, bo ataki są porozrzucane po mieście i niemożliwe do wykonania przez jedną osobę. No i rzecz jasna nie może braknąć teorii o UFO i zielonych ludkach z nożami biegającymi po Ikebukuro. A jak jest naprawdę, to nie wiem za bardzo... Nie miałem z czymś takim do czynienia. Po prostu staram się nie chodzić podejrzanymi uliczkami po zmroku. - Nie można było nazwać tego kłamstwem z technicznego punktu widzenia. W końcu "podejrzane" to pojęcie względne, które każdy odbiera inaczej.
Po chwili na twarz Yoshiego powrócił uśmiech, chociaż już nie aż tak radosny, raczej szczwany, zwłaszcza jeśli dodać do niego błysk w oku ucznia.
- A ty badasz tę sprawę? Jesteś z jakiegoś wydziału śledczego czy coś? Jakoś cię nie widzę w drogówce... - Przyjrzał się Hideyoshiemu krytycznie. - Wiesz może coś, widziałeś Nożownika? Nic nie powiem przecież, przysięgam! - jęknął, kładąc dłoń na sercu. Nie mógł przecież przegapić takiej okazji!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 201
Join date : 11/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pią Lut 26, 2016 11:12 pm

Miał aż ochotę uśmiechać się na reakcje tego dzieciaka - fakt faktem nawet miło było widzieć, że umilił komuś dzień. Nie był jednak aż takim dupkiem, na jakiego wyglądał, okropnie to dziwne, czyż nie? Za to szkoda, że Yoshi nie widział swojej miny, kiedy był nabierany na niewybredny żart Hide, bo to naprawdę był dość bezcenny widok dla tego policjanta-smutasa. 
- Mam nadzieję, że okażesz się dla mnie godnym przeciwnikiem. - Odparł ze skinieniem głową. Faktycznie trudno byłoby znaleźć dobrego partnera do kawałów dla niego, policjanta, który miał wieczną sukotwarz i prawie się nie uśmiechał. W końcu kto by posądził taką osobę o bycie perfidnym trollem? 
- I masz szczęście, ma tak zostać. Wsadzam złych gości, a nie wsadzam nikomu, mały zboczeńcu. Nie pyta się dorosłych o takie rzeczy. W twoim wieku powinieneś najwyżej palec sobie w nos wsadzać i nie myśleć o żadnym innym wsadzaniu! - Powiedział poważnym głosem, na dodatek jeszcze mu palcem pogroził. I... Tak, miał pełną świadomość tego, że pewnie odejmował mu, no, tak na oko, ze trzy lata i... Tak, jak najbardziej robił to z premedytacją, bo kto staruszkowi zabroni? 
- To umrę. Wolę od tego, niż od... No, na przykład od postrzału. Albo... - Przerwał, pozwalając Yoshiemu dokończyć wypowiedź. 
- ... Albo od dźgnięcia nożem. To nie byłoby zbyt przyjemne jako perspektywa śmierci. - Dodał po chwili i szczerze mówiąc uważał, że wolałby jednak umrzeć w cokolwiek spokojniejszy sposób, niż w jakiejś akcji. 
- Zapamiętam to. - Skinął głową na jego sprawozdanie odnośnie plotek na temat Nożownika. UFO? Czy Japonia już tak się amerykanizowała? 
- Nie widziałem, oficjalnie nie badam... Robię to raczej po godzinach. Czyli ter... - I w tym momencie przerwał ze względu na dzwoniący telefon, który znajdował się w jednej z jego kieszeni. Wydobył go z niej i odebrał połączenie. 
- Kenta. ... Komisariat, jakiś dupek z gangu motocyklowego? ... Jadę, aha. - Rozłączył się, telefon powędrował do kieszeni, a Hide wzruszył ramionami.
- Miło było, ale muszę skopać tyłek jakiemuś matołkowi. Burdę zrobili, znowu ci cholerni Toramaru. Uważaj na siebie, Yoshiteru-kun. - Znowu poczochrał jego włosy i ruszył w kierunku wyjścia z alejki, zaś dalej na przystanek autobusowy. Tak się płaci za dodatkową pracę po godzinach, staruszku! 

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 02/04/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Kwi 03, 2016 1:10 am

Wieczór~ Ta miła pora dnia, gdzie słoneczko w końcu zachodzi, robi się chłodniej i, co najważniejsze!, ciemniej. Z uśmiechniętą miną wypełzła ze swojej kryjówki pod jednym z mostów, by pozwiedzać sobie miasto i zdobyć coś, co nadawałoby się do jedzenia. Funkcjonowanie tak dużym ciałem pochłaniało masę energii. Całkowicie nie była przystosowana do takiego życia. Miała liczne poważne problemy. Pomijając już zdobywanie pożywienia (ile oni tego wyrzucali...), największym z nich było chyba nie zgubienie się w tym gąszczu wieżowców.
"Zaprawdę powiadam wam: łatwiej odnaleźć się na morza dnie, wśród lasów wodorostów, niźli w miejscu tym"- pomyślała. Niewiadomo do kogo kierowała te słowa. Sama też nie potrafiła tego powiedzieć, ale czasami czuła potrzebę podzielenia się takimi spostrzeżeniami ze samą sobą. Kto wie! Może w pobliżu był jakiś esper, który czyta w myślach, usłyszy ją i jej pomoże! Choć pewnie taka osoba bardziej będzie zainteresowana czymś innym niż rozważaniami o wodorostach.
Kolejnym odwiecznym problemem było to, że dość łatwo się odwadniała. Już i tak biegała z litrową butelką, którą, jeśli tylko się gdzieś dało, napełniała do pełna. Tego jednak było zdecydowanie za mało. Najlepiej byłoby się jej zanurzyć po sam czubek głowy w jakimś jeziorku, a najlepiej oceanie. I tam zniknąć. "Łapać nieostrożnych ludzi za nogi! Ach!"
Tak się rozmarzyła o swoich przyszłych niedoszłych cnotach, że nawet nie zauważyła, gdy nogi poniosły ją pod jeden z największych wieżowców. Rozejrzała się zdezorientowana po ludziach. Naciągnęła kaptur, pod którym skryła swe blade lico, tak by jeszcze mniej było widać. Nie podobało jej się taki obrót sytuacji, ale cóż mogła począć? Odruchowo odkręciła butelkę, by zażyć łyk świeżej wody, gdy spostrzegła, że ta jest pusta. Panika wnet ogarnęła jej umysł.
"Umrę pewnikiem! Złapią mnie! Zjedzą! Albo padnę na beton zimny, by skonać w męczarniach! Nie ma ratunku dla mnie. Ja! ten kamień rzucony w odmęty ludzkiego świata w końcu skruszeję, by rozpaść się na milion kawałków. By zasilić ziemię życiodajną!"
Zaczęła kręcić się nerwowo, chodzić bez ładu, patrząc się cały czas na swoje buty. Jedne jedyne buty. Po co rybie buty? Podniosła wzrok dopiero, jak na kogoś nimi weszła, jednocześnie zderzając się z osobnikiem niewiadomym. Pisnęła jak przestraszona mysz, zaczerwieniła, ale stanęła jak wryta. Może ją ominie! Może da spokój!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 9
Join date : 29/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Kwi 03, 2016 5:16 am

Po raz kolejny zmienił piosenkę w mp3, w myślach nakazując sobie, aby wrzucić na nią nowe piosenki, bo te zna już chyba na pamięć. Nie mniej, uwielbiał je, więc nie zamierzał ich usuwać, po prostu trochę mu się znudziły. Ile można słuchać tego samego? Poprawił słuchawki i na chwile przystanął, rozglądając się po okolicy. Spacerował bez większego celu. W domu nie miał zamiaru siedzieć, ponieważ od kiedy wydało się, że dołączył do gangu Niebieskich Kwadratów, rodzice nie dają mu spokoju. Już kilkanaście razy próbowali dać mu szlaban, ale Kazu po prostu to ignorował i wymykał się z domu. Miał to gdzieś. Odcięli mu dopływ gotówki, ale i z tym potrafił sobie poradzić. W końcu bardzo dobrze radził sobie z kradzieżami. Nie był z tego dumny, ale cóż... trzeba było sobie jakoś radzić. Przez chwile zastanawiał się, czy iść w jakimś kierunku, ale w końcu wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Wszystko mu jedno gdzie pójdzie. Nie miał ochoty spotykać się z gangiem, chciał po prostu wmieszać się w tłum. Chciał być sam. W kieszeni miał puszkę zimnego pomarańczowego soku, która niedawno kupił w automacie za pieniądze jakiegoś ubranego w garnitur dżentelmena. Wsłuchując się w dźwięki muzyki, otworzył napój. I jeszcze dobrze nie zdążył się napić, kiedy ktoś na niego wpadł i o mało co puszka nie wyleciała mu z ręki. Odruchowo przeklną. Poczuł lekkie zirytowanie, ale kiedy spojrzał na znajdująca się przed nim dziewczynę, zmieszał się. Była niższa od niego i wyglądała... właściwie jak dziecko. Wow, ale długie włosy.- pomyślał, przyglądając się jej. Właściwie nie wiedział, czy ona w ogóle go zauważyła, ponieważ cały czas patrzyła w ziemię. Wyjął z prawego ucha słuchawkę.
-Wszystko w porządku?-zapytał cicho. Wyglądała na... zagubioną. Przestraszoną. Nawet się zaczerwieniła. Ile miała lat? 13? 14? W dodatku ubrała się jakoś... dziwnie.* Ale kto teraz wie, co noszą nastolatki? On się tym nie interesował. Przyjrzał jej się spod przymrużonych powiek... Spodobał mu się jej kolor włosów, ponieważ był taki niecodzienny i trochę podobny do jego samego. Co prawda on był blondynem, a ona... była siwa? Białowłosa? Nie do końca potrafił to określić. Musiała pochodzić z innego kraju. Cholera.-dopiero teraz przyszło mu to do głowy. Miał nadzieję, że nie była z Europy, czy coś, bo nie zbyt dobrze radził sobie z angielskim. Potrafił coś tam powiedzieć, ale czy się dogada? Teraz on lekko się zaniepokoił, ale nie dało się tego odczytać z jego twarzy. Odetchnął głębiej, aby się uspokoić...

*Właściwie nie wiem jak, ale ten opis wyglądu w kp...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 02/04/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Kwi 03, 2016 3:51 pm

Och nie! Przemówił do niej! Głosem nieco dziwnym, różniącym się od tych, które zwykła słyszeć, gdy zabierano ją z rodzinnego domu... znaczy oceanu. Czyli w sumie domu. Skomplikowana sprawa. Brzmiał trochę jakby kobieco, ale jednak nie do końca! Uniosła głowę do góry, jak zresztą zawsze czyniła, gdy chciała spojrzeć w twarz innej osoby. Niewielki wzrost z pewnością nie był czynnikiem ułatwiającym jej kontakty, ale z drugiej strony mogła dzięki niemu przemykać niepostrzeżenie w tym całym tłumie tak długo, jak nie wpadała na nikogo.
W każdym razie spojrzała dogłębnie w twarz młodzieńca swoimi wielkimi, czerwonymi oczami.
"Ludzkie dziecię! I to jakie liche! Mówi w mym kierunku! Cóż czynić matko, cóż czynić? Uciec od niego? A jeśli ścigać będzie? A jeśli to sługus jakiś? Ach, ach! Same problemy z tymi ludźmi! Ale jego oczy! Takie śliczne! Nie jak morze czy ocean, ale z pewnością warte uwagi. Ten kolor niespotykany. A ki czort! Może i jakiś odmieniec, nie człowiek? Ale nic nie czuję! Nic!"
Zrobiła krok w tył, by odsunąć się od niego, mieć możliwie lepszy widok. Nadal patrzała wprost na jego twarz i tę fikuśną czapkę. Po co mu czapka w taki ciepły wieczór?
- Waćpan wybaczy me zachowanie nienależyte. Zgubiłam się w gąszczu tej dżungli betonowej i panika objęła me serce!- odpowiedziała mu piskliwym głosem, nieco przestraszonym.
Co teraz? Złapie ją? Porwie? Ukradnie kaloszki? A może da święty spokój, oleje ciepłym, słomkowym moczem i uda się tam, gdzie zmierzał?

Gdy przeszła obok nich jakaś osoba, której szczegółów nie zdążyli wyłapać, uszy Kazu zmieniły się w kocie, zaś z tyłu pojawił się koci ogon. Jego paznokcie i zęby nieco się zaostrzyły, tak samo jak apetyt na rybkę, którą wyczuł w Tsukiko.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 9
Join date : 29/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pon Kwi 04, 2016 3:14 am

Kiedy przemówiła w pierwszej chwili nie wiedział co zrobić. Właściwie w drugiej też. Stał tak i przyglądał się jej, mrużąc oczy... Że co do cholery? To było jeszcze gorsze niż angielski. Czy ona urwała z ery Edo? Miał ochotę odwrócić się na pięcie i odejść, ale coś go powstrzymywało. Sam nie bardzo wiedział co...
-... zgubiłaś się...? Mogę Ci pomóc... Gdzie próbowałaś dotrzeć?-powiedział powoli i wyraźnie, bo nie był do końca pewny, czy ona go zrozumie. Po chwili dodał.-Znaczy... Pomóc waćpannie dotrzeć do miejsca docelowego? Jam chętny ów pomocy udzielić, gdyż ciężko mi na duszy, kiedy patrzę na twą minę zatroskaną.-powiedział robiąc przy tym bardzo dziwną minę. Sam nie był pewien, czy dobrze to powiedział. Zresztą, co on próbował zrobić? I po c----
Ktoś koło nich przeszedł, ale z racji tego, że w koło znajdowało się tylu ludzi nie zwrócił na niego uwagi, ale coś się wtedy stało. Coś bardzo dziwnego. Poczuł, że jego czapka unosi się, zaś spodnie rozerwały się z tyłu i wyrósł mu.... ogon? ŻE CO DO CHOLERY? W dodatku zaczęły mu się zmieniać paznokcie i zęby. Zacisnął dłoń na puszcze tak mocno, że ta zgięła się i jej zawartość wylała się na chodnik. Ryba.-przeszło mu przez myśl. Nie bardzo wiedział dlaczego, ale właśnie w tej chwili naszła go ogromna ochota na ów owoc morza.
-Ryba.-mruknął pod nosem, chociaż słowa te wyszły z jego ust raczej przez przypadek. Spojrzał na dziewczynę i oblizał usta, pokazując przy tym kocie zęby.-Ryyyyybkaaaa....-mruknął i zamachał wesoła ogonem. Powoli zaczął zmierzać w kierunku dziewczyny szczerząc się przy tym w dziwny sposób. Najgorsze było to, że wewnętrzy Kazu nie wiedział co się z nim działo. Jego świadomość zdawała sobie sprawę z tego, że jest coś nie tak, ale ochota na rybę była tak silna.... Jednocześnie jednak starał się powstrzymywać, co w efekcie doprowadziło do tego, że Kazu wyglądał jak gdyby miotał się w konwulsjach. Raz po raz szczerzył się i próbował szukać ryby, żeby potem zatrzymać się mocno pokręcić głową w próbie ogarnięcia się.
-Wybacz, ale... nie masz może przy sobie ryby?-mruknął, wbijając wzrok w białowłosą.

// Starałem się ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 02/04/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pon Kwi 04, 2016 5:54 pm

"Ah! Ludzkie dziecię! Jakie mądre! Jak pięknie mówi!"
Wpadła w zachwyt nad tym, jak to dobrze została potraktowana. Była z tego powodu bardzo zadowolona, może nawet trochę za bardzo. Posłała ciepły uśmiech w stronę młodzieńca, którego właśnie miała zamiar wykorzystać.
"Dokąd, dokąd? Do domu! Tego tymczasowego! Gdybym ja tylko posiadała adres..."
Mieszkanie pod mostem niosło za sobą wiele plusów jak i minusów. Jednym wielkim negatywem było to, że trudno było komukolwiek wytłumaczyć, jak do niej można było dotrzeć. Nie żeby wcześniej tego próbował, bo jakimś cudem zawsze trafiała z powrotem, ale skoro ten się tak ładnie ofiarował, to nie mogła przegapić okazji, by skorzystać z uprzejmości. Nie spotykała zbyt wielu miłych i tak kulturalnych młodzików. To było dla niej lekkie zaskoczenie.
- U-um... Pod park mógłby mnie wasz mość zaprowadzić?- zapytała jąkając się lekko. Z parku z łatwością trafi w swoje strony. Nawet nie zauważyła, że chłopak pomiędzy pięknymi wersetami wplata całkiem normalne jak na te czasy słownictwo, które uważała za co najmniej źle brzmiące. Czegóż jednak można było się spodziewać po syrence, która języka nauczyła się przypadkiem od jakiegoś dryfującego na oceanie rozbitka. Ten jej spłatał niemiły figiel i nauczył mówić tak, a nie inaczej.
Cofnęła się jeszcze o kroczek, gdy zauważyła jak nagłe zaklęcie zmienia jej rozmówcę w kotołaka. Obróciła parę razy głową szukając sprawcy całego zamieszania, lecz nic nie mogła wyczuć.
"Cóż za podstępne stworzenie!"
Przyjrzała się uważnie blondynowi, który chyba nie do końca rozumiał, co się właśnie z nim stało. Czuła niejaki strach przed jego nową postacią. W końcu była rybką, a on kotem! Nie zamierzała jednak poddać się temu uczuciu złudnemu. Skoro on wykazał jej chęć pomocy i ona powinna się mu odwdzięczyć, dodatkowo grając komuś na nosie.
- Wasz mość nic nie mówi! To zaklęcie podłe, rzucone pewnikiem przez lisa jakiegoś lub wiedźmę! Trzeba natychmiast odczynić je albo tak na zawsze zostanie!
Podeszła do Kazu i złapała go za obie dłonie.

//*głask głask* Dostaniesz czekoladę, jak nie zapomnę.

Ode mnie też jest czekolada i coś, czego zapomniałem dopisać - Kazu zostaje kotkiem do końca wątku. Jeśli chcesz więcej, nie widzę problemu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 9
Join date : 29/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Wto Kwi 05, 2016 3:51 am

Kontakt fizyczny z dziewczyną spowodował, że po całym ciele Kazu przeszedł dreszcz. Przestał machać ogonem, zastrzygł uszami i ... zaczerwienił się. Nie żeby jego kontakty z dziewczynami ograniczały się do jego mamy, nie, co to to nie... Przecież w gangu były jakieś, prawda? I świetnie się z nimi dogadywał... Właściwie to w ogóle z nimi nie rozmawiał, ale to było już coś. Dziewczyna naprawdę chciała mu pomóc, ale blondyn nadal nie mógł pozbyć się tej dziwnej ochoty na rybę. A najgorsze było to, że wyczuwał ją od niej. Przez chwile miał ochotę polizać ją po policzku i sprawdzić jak smakuje... Może jak świeża rybka? Znowu zaczął wesoło machać ogonem.Wiedźma jakaś...? To by wszystko wyjaśniało, ale.. Cholera jasna, uspokój się. Przecież to nie bajka. Znaczy, cholera, ona gada jak by faktycznie była z jakiejś średniowiecznej ballady, ale nie popadaj w obłęd...-skarcił siebie w myślach.-ALE JAK CHCESZ WYTŁUMACZYĆ ŻE ZMIENIŁEŚ SIĘ W KOTA?-zaraz potem nakrzyczał na samego siebie w głowie.-Ryba.-dodał inny głos w jego głowie. Znajdująca się blisko niego dziewczyna mogła teraz zobaczyć przerażenie w jego oczach. Oto właśnie ktoś zadziałał na niego jakąś dziwną magią i zmienił w kota. Od tak poprostu. Do tej pory Watanabe cały czas próbował sobie wmówić, że coś takiego jak moce paranormalne nie istnieją! A tym czasem!...
-.... Czy w takim razie duchy też istnieją, nya?...-wymiałczał pod nosem. Jeżu, czy on właśnie zakończył zdanie "nya"? Nie wiedział już co było gorszę. Fakt, że zjawy mogą być prawdziwe, a on przecież śmiertelnie się ich bał, czy fakt że został kotem? Wyrwał dłonie z rąk dziewczyny i złapał się za głowę i naciągnął czapkę na oczy.
-Proszę, powiedz, że duchy nie istnieją... Ta zmiana w kota to sztuczka. To tylko sztuczka, nya.-zaczął mamrotać, pogrążony w swoim małym świecie panicznego lęku przed duchami. A to on miał jej pomagać do jasnej cholery! Tym czasem w jego głowie, nowa, kocia pa jego umysłu próbowała o sobie przypomnieć, przez co raz po raz jego myśli schodziły na rybę. Teraz właśnie zastanawiała się, czy wolała by zjeść karpia, czy może bardziej jesiotra? A może i to to?

//Do końca wątku znaczy chaptera 2 czy jak? I spoko, bardzo chętnie się w to pobawię, chociaż właśnie moja postać dostała histerii XD Odgrywam. Wybacz Senciu ;-;

gry między Tsukiko a Kazu--
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 02/04/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pią Kwi 15, 2016 7:34 pm

I oto miała przed sobą jednen wielki dylemat. Z jednej strony już lgnęła się do tłumaczenia chłopcu, że świat magicznych istnieje. Długi jęzor jednak został powstrzymany, przynajmniej tymczasowo, przez zdrowy rozsądek, który wziął górę nad głupotą.
Patrząc na niego nie mogła się wyzbyć uczucia, że prawda rzucona prosto w twarz wcale nie pomoże im wyjść z tej niezbyt ciekawej sytuacji. Mieli teraz dwa problemy, miast jednego. Ona wysychała powoli na wiór, on panikował, że jest kotem. Większe natężenie szaleństwa i strachu w tym momencie nie wchodziło w grę.
Pokręciła przecząco dwa razy głową, by wyrazić swoje niezadowolenie z tego, co się tutaj właśnie wyprawia. Nie chciała tym odpowiedzieć na żadne z jego pytań, lecz to, co on zobaczył i uznał za właściwie to już inna kwestia.
- Waćpan się uspokoi, weźmie parę wdechów głębszych- powiedziała, sama robiąc jeden głębszy wdech.- Wszystko mogę waćpanu wytłumaczyć, lecz najpierw musimy dotrzeć do wodopoju, bo już w swych kościach czuję, jak siły życiowe opuszczają to drobne, nieporęczne ciało.
Rozejrzała się dookoła, by sprawdzić, czy ktoś czasem nie spogląda na nich podejrzliwym wzrokiem. Zaraz też wróciła z powrotem do twarzy chłopaka i uśmiechnęła się do niego ciepło, próbując dodać otuchy.
- Wszystko będzie dobrze, jeśli tylko mi zaufasz!- dodała jeszcze po chwili namysłu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 9
Join date : 29/02/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Maj 08, 2016 7:41 pm

Czapka naciągnięta na oczy mogła ochronić go tylko od tego co widzialne. Niestety, to z czym się musiał zmierzyć takie nie było. W dodatku nie mógł zatkać też uszu, aby nie słuchać, bo jednak zaoferował dziewczynie pomoc i... Właśnie, opamiętaj się. Dziewczyna.-ochrzanił sam siebie w głowie i za jej radą wziął kilka głębszych oddechów, aby się uspokoić. No dobrze, więc z jakiś nie wytłumaczalnych dla niego przyczyn, stał się kotem. Dobra, okey. I czuł od tej dziewczyny bardzo silny zapach ryby. Dobra, okey. A ona teraz powiedziała, że potrzebuje wody... Dobra, okey. Czyżby faktycznie była rybką? A taką można by zjeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeść ze smakiem.... Oblizał usta iście po kociemu i powoli odciągnął czapkę, aby rzucić jej spojrzenie przymrużonych oczu.
-Zaufaj...?-powtórzył po niej cicho. To słowo łatwo było wypowiedzieć, jednak dotrzymać tej obietnicy było o wiele ciężej. Już kilka razy przejechał się na zaufaniu, ale cóż... Wydawała się być dobrą osobą. Ledwo zauważalnie kiwną głową.
-Wodopój, tak?...-mruknął i zamyślił się nad tym, gdzie będzie można w najbliższym miejscu znaleźć jakąś wodę. Może po prostu podejdą do sklepu? Tak będzie najłatwiej, bo nigdzie więcej wody nie znajdzie.  Co prawda w jakiś parku niedaleko jest jeziorko, ale przecież nie będzie pić takie wody bo się rozchoruje. Tam kąpią się psy... Na myśl o tych czworonogach włosy zjeżyły mu się jak u kota i przygarbił się lekko, obserwując nerwowo czy czasem jakiś się tu nie kręci. Na szczęście nic takiego nie zauważył, więc zaczął zastanawiać się gdzie tutaj jest najbliższy sklep. To trochę pomogło mu się uspokoić, ponieważ odciągnął swoje myśli od wszystkich strasznych opowieści od duchach i w ogóle. Przestał drżeć i nawet po jego ogonie było widać, że już się uspokoił.
-ZWiem, gdzie pójdziemy. Za mną.-powiedział, próbując zignorować rumieniec, który pokrył mu twarz gdy dziewczyna tak ładnie się do niego uśmiechnęła. Powoli ruszył przed siebie, ale widać po nim było, że zachowuje się trochę po kociemu. Zamierzał zaprowadzić ją do sklepu znajdującego się na rogu następnej ulicy, aby ukraść stamtąd trochę wody... Uważnie też obserwował przechodzących obok ludzi, bo jeśli ktoś z nich posiadał przy sobie jakiś napój, natychmiast stara się go ukraść i zaproponować  rybce.
-... Jak masz na imię ryb---... Jak masz na imię?-zapytał po chwili, ponieważ zaczęło go to interesować.-Jestem Kazu.

Na nowy rozdział lokacja jest wolna. Zakończenie zostanie dopisane, kiedy użytkownik Tsukiko wróci na forum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 262
Join date : 07/01/2016
Skąd : Mazury
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Nie Cze 05, 2016 8:06 pm

Kolejnym punktem przeznaczonym do programu towarzyskiego był wieżowiec Sunshine 60 - a konkretniej taras na samym jego szczycie. Widoki są niezwykłe, widać każdy kawałek miasta, panorama również zachwyca. Na parę, która trafiła w to miejsce, składali się Heiwajima Shizuo i Faolan O'Malley. Przygotowano dla nich stolik nakryty białym obrusem, gotów przyjąć potrawy, które niebawem miała przynieść obsługa. W pojemniku z lodem znajdował się schłodzony szampan, a na środku stołu leżał dodatek - dwie mosiężne lunety, dzięki którym goście mogą obserwować panoramę.

Uczestnicy wprowadzani są windą na taras osobno, jednego po drugim - kto napisze pierwszy, ten znajdzie się pierwszy na szczycie i poczeka moment na partnera. Kelnera mogą w każdej chwili zawołać, używając dzwonka barowego znajdującego się na stole. Rolę obsługi rzecz jasna zagram ja, dodając co nieco od siebie.

_________________





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 109
Join date : 02/01/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pon Cze 06, 2016 6:24 pm

Shizuo Heiwajima nie chciał za ciężką cholerę brać w tym wszystkim udziału. Event, który zorganizowano dla socjalizacji mieszkańców Ikebukuro, był mu całkowicie zbędny. Po co miał poświęcać się dla ludzkości, która na jego widok uciekała z krzykiem, panikowała i/lub go przeklinała? Mimo to Kasuka zachęcił go do udziału. "Będzie fajnie", mówił, "poznasz jakąś pannę", mówił. W sumie to ten ostatni argument przekonał najbardziej blondyna - potrzebował wreszcie nawiązać jakieś przydatne kontakty. Kto wie, może nawet poznałby tą jedyną? Wówczas nieubłagana trzydziestka przestałaby go tak przerażać, a on sam poczułby, że ma jakiś stabilny grunt, punkt odniesienia w życiu. W końcu nie da się tylko wymuszać długów, rzucać znakami i wpadać w szał za każdym razem, gdy padnie imię "IZAYA".
Tak więc nasz blondyn udał się do Sunshine, gdzie - jak go poinformowano - miała się odbyć jego randka. Zastanawiał się, czy dostanie jakąś kobietę, którą zna? A może będzie to zupełnie obca mu osoba? Jadąc windą, mężnie starał się nie puścić pawia - na jego nieszczęście akurat leciał jakiś supercukierkowy pop, którego serdecznie nie znosił. Czy osoby odpowiedzialne za muzę w windach nigdy nie słyszały o Skillecie czy Three Days Grace? Ostatnie, na co miał ochotę, to przesłodzone wycie Victorii Justice. Na całe szczęście, jego męki się skończyły po kilku minutach, gdy winda się zatrzymała. Wysiadł z niej, a jego oczom ukazał się dość nietypowy widok: stolik z obrusem, dzwonek, lunety, jednym słowem wszystko, czego potrzeba do dobrego spotkania. Zajął miejsce za stolikiem, po czym przyjrzał się uważnie szampanowi. Zarówno jego gatunek, jak i fakt, że zaserwowano go z lodem, wzbudził akceptację byłego barmana - znał się na tego typu sprawach. Oparł rękę obok dzwonka, czekając, aż pojawi się jego towarzysz bądź też towarzyszka - w sumie i tak musiałby to zrobić, ale nie chciał wychodzić na nieuprzejmego gada, który pożarł ewentualnej wybrance ewentualne lody. Lub też inne potrawy, ale i tak na jedno by wyszło.
W sumie dawno tu nie był. To znaczy, w tej okolicy. Od sprawy z fejkowym Terashim, niepozornym biurem gdzieś między drapaczami i tajemniczym interesem Toma minęło trochę czasu. Nożownik jakby przycichł, tajemniczy Tengu raczej tu nie atakowali...Można było pozwolić sobie na luz.
Zdecydowanie za gorąco-pomyślał ze znużeniem.- Mam nadzieję, że było warto się tu fatygować.
Skrzyżował nogi pod stołem, wzdychając. Jak nigdy miał ochotę teraz zapalić, ale a nuż trafi mu się wymagająca kobieta? Naprawdę nie chciał zaczynać znajomości od awantury o smród peta.

_________________


Where did I go wrong? I lost a friend somewhere along in the bitterness.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Liczba postów : 9
Join date : 08/05/2016
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   Pią Cze 10, 2016 6:50 pm

Trzy miesiące - właśnie tyle czasu upłynęło od dnia, w którym to chłopak zawitał w Japonii. Jeszcze teraz pamiętał, jak wyczekiwał odbioru z dworca, czy musiał walczyć ze zmechanizowanymi przejściami, które wyrządziły mu więcej szkód, niźli pożytku. Na samą myśl o tym przechodziły go ciarki, jednak stopniowo przyzwyczajał się do panujących warunków. Owszem, krzywe znaczki, czy twarze przeciętnych mieszkańców wyglądały dla niego niemalże identycznie, przez co nie raz mylił kasjerkę z piekarzem pracującym dwa stoiska dalej, ale nie w tym rzecz... Trzy miesiące wystarczyły, aby mógł chociaż w podstawowym stopniu zrozumieć, czy porozumieć się z resztą. Przynajmniej za sprawą korepetytora, którego załatwił mu Shun. Dlatego też - nie wahał się ani przez chwilę, a postanowił uprzyjemnić swój pobyt w tym kraju, korzystając z randkowej inicjatywy. Chociaż jego poszukiwania szły jak krew z nosa, mógł przynajmniej raz na jakiś czas pomyśleć o sobie, czy o zabawie w przyjemniejszych okolicznościach!
Ostatni raz poprawił swój strój, aby to udać się w kierunku windy. Jego myśli z pewnością błądziły gdzieś daleko, zaś sam karzełek zastanawiał się, z kim przyjdzie mu się spotkać. Miła pani o przyjemniejszych dla oka kształtach, czy może jakiś okaz chodzącego lwa morskiego, który ledwo zwycięża z ziemską grawitacją? Sytuacja mogła być o tyle gorsza, że we współczesnych czasach mógł nawet nie poznać, czy jego rozmówca to pan, czy pani. W końcu dosłyszało się jakiś słówek o tych z kategorii gender. Tak. Taki obrót spraw mógł wydać się najgorszy, a wszystko to za sprawą głupiej zachcianki. Dlatego też odetchnął z ulgą, kiedy to znalazł się u góry, nie zauważając nawet, że w pewnym momencie zaczął nucić przygłupią, cukierkową melodię z windy. - Dużo mięska - mruknął pod nosem, mając jedynie nadzieje na to, że tak będzie wyglądał podany posiłek. Rozmarzył się nieco nad potencjalnym stekiem wysokiej jakości, podchodząc do blondyna. Przez pewien okres przyglądał mu się w milczeniu, jakby próbował oszacować parę faktów, aby ostatecznie rzucić jedynie proste i krótkie oraz angielskie: - Wygląda za staro.
- Faolán O'Malley, miło poznać - przedstawił się pokrótce jedną z wyuczonych formułek, aby to ostatecznie wyciągnąć dłoń w kierunku pana barmana. Jeśli go pamięć nie myliła, miał właśnie do czynienia z jedną z miejskich legend, które z pewnością mogły pochwalić się kilkoma wyczynami, jednak w głowie kurdupla pozostała tylko jedna kwestia. Jedno pytanie, które prędzej, czy później musiało paść.
- Jest pan em... nieśmiertelny?

//Tak to kursywą pogrubione to rzekomy angielski

_________________

Faolán O'Malley

  
"Being left alone in this world is much more
painful than Death."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
PisanieTemat: Re: Sunshine 60   

Powrót do góry Go down
 
Sunshine 60
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Durarara!! RPG :: Lokacje :: Sunshine-
Skocz do:  





ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCI ZAWARTYCH NA FORUM DURARARA!! RPG. OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kotlet Barani - Autorka ogłoszenia
Ashe - Autorka oryginalnego stylu
Za wszelkie przeróbki odpowiada Izaya.